Lęk odbierał mi wolność.
Lęk mnie przytłaczał. Miałam wrażenie, że zgniata mnie od środka i czułam, że nie do końca mogę wziąć pełen oddech. Bałam się zmierzyć z moim lękiem. Czułam tylko, że muszę wsłuchać się w siebie i zobaczyć, czego tak naprawdę się boję ale tego nie robiłam, zamiast tego uciekałam od siebie.
Jako dziecko widziałam duchy. Okropnie się wtedy bałam. Miałam zaledwie 7–8 lat. Czasem przychodziły i prosiły mnie o modlitwę. Czasem po prostu sobie stały. Mówiłam rodzicom, ale nikt nie chciał mi wierzyć. Byłam z tym zupełnie sama. To była moja największa trauma – ciemność. Jak tylko zbliżał się zmrok, już wiedziałam, że noc będzie nieprzespana, bo lęk mi o tym przypominał. Zasypiałam dopiero przed świtem, kiedy zaczynało robić się jasno.
Kiedy byłam już dorosła, nigdy już nie zasnęłam przy zgaszonym świetle. Zawsze miałam zapalone światło i spałam w półmroku. Nawet nie wiedziałam, że moje stany lękowe są tak poważne i są tym spowodowane. Nikt nie doszedł dlaczego miałam arytmię serca i mdlałam, a to właśnie z tego powodu.
Jak weszłam na drogę duchową, dopiero wtedy poznawałam ten świat i zrozumiałam siebie oraz to, co działo się ze mną. Jako już dorosła osoba od znajomego usłyszałam, że mogę powiedzieć do tych duchów, że nie wyrażam zgody na to, żeby przychodziły. I faktycznie pomagało. Teraz dusze pojawiają się tylko wtedy, gdy któryś z klientów ma je przy sobie.
Kiedy zaczęłam słyszeć moich duchowych przewodników, usłyszałam, że mam jechać do lasu, wziąć ze sobą rzeczy, aby zrobić krąg, i pojechać tam w nocy. Byłam, no już nie powiem co, jak to mówią u nas na Powiślu – „osrana”, ale zawsze byłam ciekawa tego innego świata.
Kiedy dotarłam, wezwałam strażników wschodu, zachodu, północy, południa, nieba i ziemi, tak aby być chronioną. Usiadłam i zamknęłam oczy. Moje serce biło jak szalone. Co chwilę otwierałam oczy. Miałam wrażenie, że coś zbliża się do mnie. Nocą las jest inny. Dźwięki są wyraźniejsze, bo uruchamiasz i wyostrzasz wszystkie swoje zmysły.
– Boję się – powiedziałam.
Nie wiem, czy ktoś odpowiedział, czy był to mój wewnętrzny głos, ale usłyszałam tylko:
– Tylko głupiec się nie boi. Zamknij oczy, wejdź do serca i skup się na oddechu.
Zrobiłam tak. Zapadłam w medytację. Około dwóch godzin tak siedziałam. Kiedy otworzyłam oczy, czułam się wolna. Bezpieczna. Szczęśliwa. Lekka. I co najlepsze bez lęku!!!
Wychodząc z lasu, śmiałam się, tańczyłam i miałam wrażenie, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Tamtej nocy, w tamtym lesie, zostawiłam wszystkie swoje lęki. Dosłownie byłam wolna. Ciemność już nie była moim lękiem. Już mnie nie triggerowała.
Zrozumiałam, że bałam się zajrzeć do swojego wnętrza i odkryć, co powoduje mój lęk. Tyle lat cierpiałam, tyle lat w tym lęku żyłam. Kiedy rozpoznasz, czego się boisz, i zmierzysz się z tym, to już przestanie być takie wielkie i straszne. Nie chodzi też o to, że każdy ma teraz robić to co ja, ale niech każdy spróbuję wejść w swoje serduszko, zobaczyć i nazwać to, czego się boi, bo to pierwszy krok do uwolnienia lęku.